Psychologiczno-teologiczne próby opisania fenomenu zła | Sebastian Madejski

Teologiczno-psychologiczne próby opisu fenomenu zła

Problem zła nurtuje człowieka od wieków, pozostaje niezwiązany, jego istota jest ukryta i wydaje się niemożliwa do ogarnięcia przez umysł ludzki. Rozum nie dość, że nie może pojąć skąd zło pochodzi, i kto je stworzył, to jeszcze zadziwiająco łatwo mu ulega, zostaje przez zło opanowana. Mamy do czynienia więc z pewnymi próbami opisania czym jest zło. Najpierw filozofowie, potem teologowie, aż w końcu w ubiegłym wieku psychologowie zapytali o pochodzenie zła.

Jak psychologia odpowiada na pytanie o zło?

Na początku lat 60. XX wieku miał miejsce eksperyment na Uniwersytecie Yale. Ochotnicy, którzy z ogłoszeń w lokalnych gazetach dowiedzieli się o eksperymencie i wyrazili chęć wzięcia w nim udziału zostali umieszczeni w laboratorium. Wyjaśniono im, że biorą udział w badaniu, które ma na celu sprawdzić „jak kara wpływa na zapamiętywanie”. Za uczestnictwo w doświadczeniu obiecano im 4,5 dolara, które dzisiaj warte byłby ok. 30 dolarów. Badanie polegać miało na tym, że ochotnik wchodził do laboratorium, widział obecną już w pomieszczeniu osobę, która miała być „badana”. Tymczasem był to wtajemniczony w eksperyment czterdziestoletni mężczyzna, z zawodu księgowy. Następnie sfingowano losowanie, ochotnikowi przypadła rola „nauczyciela”, osobie wtajemniczonej w eksperyment – rola „ucznia”[1].

Nauczyciel miał za zadanie czytać uczniowi pary słów (np. „miły-dzień, „niebieska-skrzynia”, itp.) i sprawdzać, jak wiele z tych par uczeń zapamiętał. Jeśli uczeń dobrze zapamięta pary słów, nauczyciel czyta kolejny zestaw słów. Natomiast, gdy uczeń źle odpowie – nauczyciel stosuje karę w postaci wstrząsu elektrycznego. Wcześniej ochotnika poddano próbnym wstrząsem o napięciu 45 V, który był już całkiem bolesny. Zatem sam wiedział, że kara jest dotkliwa i jej siła wzrasta wraz ze wzrostem napięcia elektrycznego. Początkowa dawka wynosiła 15 V, każdy kolejny wstrząs był rzekomo o 15 V silniejszy.

Uczeń wraz ze wzrostem liczby zadawanych pytań, coraz częściej źle odpowiadał na pytania. Karą była coraz większa dawka wstrząsu elektrycznego wymierzona przez nauczyciela. Uczeń za każdym wstrząsem coraz bardziej był przerażony, skarżył się na ból serca, prosił w końcu o przerwanie badania, aż w końcu zaczął wołać o pomoc i błagał o uwolnienie. Nauczyciel w pewnym momencie zadał pytanie, czy należy aplikować kolejny wstrząs. Zwrócił się z nim do eksperymentatora, w białym fartuchu i z poważną miną. Był nim podstawiony aktor, który miał za zadanie przekonywać nauczyciela, by ten kontynuował badanie, nawet wtedy gdy uczeń zwijał się z bólu.

Okazało się, że 65% badanych zadało najsilniejszy wstrząs, który mógł skończyć się śmiercią ucznia. 80% uczestników kontynuowało wstrząsy mimo że krzyczał „Pozwólcie mi stad wyjść!”. Oczywiście uczeń nie doznawał żadnego wstrząsu, jedynie symulował ból i cierpienie po udzieleniu błędnej odpowiedzi. Milgram stwierdził, że badani kontynuowali zadawanie pytań i dostarczanie uczniom kolejnych porażeń, bo byli pod wpływem autorytetu eksperymentatora, osoby w kitlu wykazującej się nieodpartą charyzmą. Inny psycholog, Philip Zimbardo w kontekście tego eksperymentu stwierdził kiedyś, że zło zaczyna się od drobnostki, w tym przypadku od 15 V[2].

Eksperyment więzienny jaki przeprowadził Zimbardo na uniwersytecie Stanford w 1971 r. polegał na losowym podzieleniu 24 studentów na więźniów i strażników. Więźniowie na początku próbowali się buntować, więźniowie zabarykadowali się w celach, zdjęli z siebie czepki i numery identyfikacyjne, które miały zastąpić ich tożsamość. Strażnicy byli przez więźniów wyśmiewani, przez co rosła w nich agresja. W końcu strażnicy spacyfikowali skazańców dwutlenkiem węgla z gaśnicy. Następnie rozebrano więźniów, inicjatorów buntu zamknięto w izolatkach, innych zmuszono do robienia pompek. Strażnicy ograniczyli im też posiłki i zabrali poduszki, aby buntownicy fizycznie odczuli karę za nieposłuszeństwo.

Jeden ze strażników wpadł na pomysł psychologicznego dręczenia więźniów. Jego plan polegał na stworzeniu oddzielnej „celi dla uprzywilejowanych”. Były tam łóżka, lepsze posiłki, świeże ubrania. Można było tam myć zęby i brać kąpiele. Umieszczono tam kilku więźniów. Na następny dzień trafili tam inicjatorzy buntu. Pojawiły się spekulacje o kooperacji „uprzywilejowanych” ze strażnikami. Więźniowie zostali podzieleni, ich solidarność została skruszona, natomiast strażnicy zjednoczyli się w obliczu buntu skazańców.

Z dnia na dzień strażnicy wykazywali coraz większą bezwzględność. Pozwalali więźniom wychodzić do toalety, tylko w określonych godzinach, zwracali się do więźniów po ich numerze identyfikacyjnym, za zdjęcie którego groziły surowe kary. Po godzinie 22 więźniowie mogli korzystać tylko z wiader w celach, które były rzadko opróżniane przez strażników. Strażnicy zmuszali więźniów do symulowania aktów homoseksualnych i mycia toalet gołymi rękami. Jeden z więźniów nie mógł wytrzymać ciągłego poniżania. Zimbardo, jako naczelnik więzienia zaproponował mu zrezygnowanie z eksperymentu. Jednak ten słysząc z ust swoich współwięźniów „więzień nr 819 jest złym więźniem. Przez to, co zrobił więzień 819 w mojej celi jest bałagan!”, chciał natychmiast wrócić, by udowodnić, że nie jest złym współwięźniem.

Eksperyment zakończono już szóstego dnia. Obserwatorka zewnętrzna, Christina Maslach, późniejsza żona Zimbardo, sprzeciwiła się kontynuowania eksperymentu ze względu na jego zły wpływ na psychikę więźniów i niemoralne zachowanie strażników[3].

Na postawie eksperymentu Zimbardo ukuł termin „efekt Lucyfera”. Polega on na radykalnej zmianie zachowania człowieka z dobrego na złe. Uczestnikami eksperymentu byli zwykli studenci, którzy zostali losowo przydzieleni do ról więźniów i strażników. W obliczu otrzymanego autorytetu i buntu ze strony więźniów strażnicy stali się bezlitośni i nieugięci wobec skazańców. Według Zimbardo każdy człowiek pod wpływem środowiska, czynników zewnętrznych może stać się oprawcą i bezlitosnym katem, przy milczącej aprobacie przełożonych wyższych szczebli (w tym przypadku naczelnika więzienia)[4].

Na skutek przydzielenia odpowiednich ról nieodpowiednim do tego ludziom może dojść do przemocy. Człowiek zyskując swobodę decydowania o losie drugiego człowieka, który jest od niego zależy ma nad nim władzę. Zło budzi owym człowieku agresję i złość, gdy podwładny nie respektuje przydzielonej autorytetowi roli (dochodzi do zemsty), ale też może nastąpić po prostu gdy nad przełożonym nie ma nad sobą aparatu kontroli. Strażnicy wykazywali się większym okrucieństwem w nocy, kiedy myśleli, że nie są obserwowani przez badaczy. Eksperyment więzienny w warunkach laboratoryjnych ukazał mechanizmy, które uaktywniły się w więzieniu Abu Ghraib pod Bagdadem, gdzie żołnierze amerykańscy znęcali się nad osadzonymi Irakijczykami. Nie usprawiedliwiono nim zachowań żołnierzy, jednak przykład ten pokazuje, że otoczenie ma wpływ na zachowanie człowieka, które pozbawione kontroli staje się niemoralne.

Co na temat zła mają do powiedzenia teologowie?

Zło w Biblii

Teologia próbuje opisać zło tłumacząc objawienie na język epoki, w którym się wypowiada dany teolog. W narracji biblijnej mamy do czynienia z różnymi terminami, postaciami, symbolami, które opisują zło i jego przejawy. Nie ma przy tym w Piśmie Świętym spójnej definicji zła, bowiem Biblia nie jest słownikiem teologicznym, lecz zbiorem świadectw wiary, która rodzi się pomimo zła. Klasycznym terminem, który opisuje zło w języku religijnym jest „grzech”.

Grzech w Starym Testamencie to przede wszystkim nieposłuszeństwo (Gen 3), bunt, opór (hebr. pesza’). Uchybienie przykazaniu to wykroczenie (hebr. hata’ah), słowo to wywodzi się od czasownika hat’, który oznacza chybić celu. Zatem grzech to uchybienia w relacjach z ludźmi (Gen 4,22; Sdz 11,27; I Sm 24,12; II Krl 18,14), i przeciwko Bogu. Trzecim ważnym terminem w Starym Testamencie jest przewrotność (hebr. ‚awon). Polega na świadomym zbaczaniu z prawej drogi, by osiągnąć cel, rzadko dobry i słuszny. ‚Awon jest więc przewrotnym usposobieniem wobec woli Boga[5].

W Nowym Testamencie grzech również pojmowano jako nieposłuszeństwo (Rz 5,19). Nieposłuszeństwo prawu oraz Bogu powoduje że grzesznicy to „nieprzyjaciele” Boga (Rz 5,10; Kol 1,21) i „nienawidzący Boga” (Rz 1,30). Natomiast Paweł ujmuje niewiarę jako grzech główny (Rz 14,23b). Autor Ewangelii Marka upatruje w buncie dzierżawców winnicy bunt przeciwko Bogu (Mk 12,1nn)[6]. Człowiek zatem jako grzesznik nie tylko przekracza Boże prawo, lecz stawia się na miejscu Boga, uzurpuje sobie Jego tron bezpodstawnie i egoistycznie.

Przerażające są więc stwierdzenia o powszechności i uniwersalności grzechu (I Krl 18,46; Gen 6,5; Gen 8,21). Według źródła kapłańskiego myśli i pragnienia człowieka są zawsze złe[6]. Prorok Jeremiasz pyta z goryczą: „Czy czarny może odmienić swoją skórę? A pantera swoje pręgi? A czy wy, przywykli do złego, możecie dobrze czynić?” (Jer 13,23). Natomiast apostoł Paweł wprost wyraża, że „wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej” (Rz 3,23).

Gdzie są więc demony w teologii Pawła? Nie są dla niego istotne. Co prawda niekiedy w swoich listach pisze wprost: „szatan przeszkodził mi do was przyjść” (I Tes 2,18), albo ostrzega w drugim Liście do Koryntian: „Co bowiem wybaczyłem, o ile coś wybaczyłem, uczyniłem to dla was wobec Chrystusa, ażeby nie zwiódł nas szatan, którego knowania dobrze są nam znane” ( II Kor 2,11). Słowa te padają w kontekście sporów, które w myśleniu hebrajczyków pochodzą właśnie od „diabła”, „szatana”, „kusiciela”. Są to synonimy tej samej upersonifikowanego zła, które czyha na chrześcijan. Świetnie to oddają słowa I Listu Piotra: „przeciwnik wasz, diabeł chodzi wokół was jak lew ryczący, szukając kogo by pochłonąć” (I P 5,8). W kontekście wiary wczesnego Kościoła zwątpienie, niewiara, „odpadnięcie” od zboru na skutek prześladowań jest wynika z działania zła.

Starożytna refleksja

W refleksji Apologetów i Ojców Kościoła zło nie zajmowało ważnego miejsca. Interesowała ich głównie chrystologia, szatan jest wymieniany przy okazji dzieła i zasług Chrystusa jako czarny charakter historii zbawienia.

Orygenes używa przykładu, na podstawie I P 1,18-19 porównuje śmierć Chrystusa do transakcji między Bogiem a szatanem. Sprzedawcą jest diabeł, kupującym jest Chrystus, towarem przetargowym – ludzkość, własność diabła. Chrystus by wykupić ludzki oddaje swoje bóstwo. Jego dusza trafia w ręce diabła, ten zabiera ją do Hadesu. Szatan nie wie, że dusza Jezusa jest w doskonałej unii z Bogiem i nie może pozostać w Hadesie. Diabeł zostaje oszukany, bo Jezus po trzech dniach zmartwychwstaje, zbawiając ludzkość.[7]

Grzech pierworodny szczególnie był akcentowany w zachodnim Kościele. Już w III wieku po Chr. zaczęła się ujawniać rozbieżność między Kościołem wschodnim, a zachodnim w kwestii grzechu. Dotychczasowa teologia wschodu kreśliła optymistyczny opis człowieka. Zachód coraz bardziej radykalizował się w pesymistycznym obrazie człowieka oraz jego kondycji przed Bogiem. Wpływ miał na to Tertulian, który ukuł pojęcie winy początku (vitium orginis). Grzech, według Tertuliana, to „zaraza dawnej śmierci[8]. Dziecko rodzi się z tą chorobą i grzesznymi skłonnościami.

Augustyn i Luter

Augustyn uważał, że na początku człowiek miał możność niegrzeszenia (posse non peccare). Przed upadkiem człowiek żył w stanie szczęśliwości i radości, człowiek był wolny od cierpienia, mógł wybrać nieśmiertelność, gdyby miał stały dostęp do drzewa życia. Człowiek posiadający wolną wolę (libertum arbitrium), był skłonny do czynienia dobra, ale wybrał zło. Do złego nakłonił go jego egoizm (amor sui) oraz pycha (superbia) – chęć zajęcia miejsca Boga. Od tamtej pory cała ludzkość to tłum skazanych (massa perditionis). Grzeszna ludzkość grzeszy i już w Adamie zgrzeszyła. Konsekwencją grzechu jest pożądliwość ciała (concupiscenctia carnis). Augustyn twierdził, że sama pożądliwość nie jest grzechem, jeśli do niego nie prowadzi. Grzech przekazywany jest w wiecznej sztafecie poprzez dziedziczenie go od rodziców.

W swoich wyznaniach stwierdza, że nie tylko Adam był kuszony, ale że sam będąc jeszcze niewierzący był pod działaniem złego: „Diabeł władał moją wolą, on z niej wykuł łańcuch, którym mnie oplótł. Z przewrotnej woli rodzi się złe pożądanie, a kiedy się jemu służy, wytwarza się przyzwyczajenie; przyzwyczajenie, któremu się nie przeciwstawiamy, staje się niezwalczonym przymusem”[9].

Wola człowieka jest związana z wolą szatana, to dramatyczne stwierdzenie w szczególny sposób wpłynęło na Lutra, który zaczytywał się w Augustynie. Luter w swojej refleksji doszedł do momentu, w którym stwierdził, że nie jest w stanie przeciwstawić się złu, które jest w nim samym. Diabeł jest tym który kusi go, prześladuje, nie daje mu spokoju w dzień i w nocy. Luter na pytanie „dlaczego tak się dzieje?” odpowiada, że to nie wina diabła, lecz nasza. Człowiek pokłada nadzieję według Lutra w samym sobie, chce sam sprostać przykazaniom, osiągnąć zbawienie, jednak to mu się nie udaje, potrzeba bowiem łaski Boga, która uwalnia człowieka z kajdan pychy.

W polemice z Erazmem z Rotterdamu Luter posługuje się obrazem: „człowiek podobny jest raczej do konia, którego ujeżdża albo diabeł, albo Bóg”. Wola ludzka jest zniewolona, człowiek nie ma na nią wpływu, nie może się wyzwolić od zła. Może jedynie zaufać Chrystusowi, który uwalnia, nie na podstawie szlachetnych uczynków człowieka, ale na podstawie pokornej wiary.

Współczesna refleksja teologiczna na temat zła – uniwersalność i totalność zła

We współczesnej refleksji na temat zła brakuje jasnego stanowiska w sprawie „czy diabeł to osobą?” Teologia ewangelicka nie odpowiada wprost na to pytanie, zajmując się w etyce pytaniem o to „co powinniśmy czynić?”[10], a w dogmatyce „dlaczego wyznajemy swoją wiarę w ten a nie inny sposób?”. Treścią wiary jest jądro teologii ewangelickiej, mianowicie doktryna o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę w Jezusa Chrystusa. Dlatego teologowie dialektyczni nie rozwinęli zbytnio hamartiologii (nauki o grzechu), ani demonologii (nauki o demonach i złych duchach). Barth powiedział, że „demon jest „nie-osobową osobą”, jest ma duchową naturę, posiada inteligencję i wolę. Inteligencja szuka niewiary, a wola szuka zła”[11]. W tym sensie Barth charakterystycznym pełnym niejasności stylem konstatuje, że „diabeł jest osobistą Nie-osobą”. Można by to zinterpretować, że dla tego szwajcarskiego teologa diabeł jest wyrazem indywidualnej pustki (niem. das Nichtige) człowieka, który grzeszy próbując byle-czym zapełnić swoją pustkę.

Barth twierdził (poniekąd za Kierkegaardem), że aby zrozumieć fenomen zła, grzechu, diabła należy odważyć się na „skok wiary”. Wkraczając w Chrystologię możemy dopiero potem zrozumieć hamartiologię na zasadzie antytezy. To co czyni Chrystus pozytywnego w naszym życiu, my jako ludzie niszczyliśmy przez: pychę, kłamstwo, gnuśność. Te trzy Barth wymienia jako główne aspekty zła. W odpowiedzi na nasz grzech, Chrystus przejawia: pokorę, prawdę i inicjatywę, którą okazał „ponosząc śmierć, gdy jeszcze byliśmy grzesznikami” (Rz 5,8). Chrystus więc dla Bartha jest pojednawcą świata z Bogiem i jednocześnie Bogiem.

Inni teologowie XX wieczni podkreślali uniwersalność i totalność grzechu. Ernest Kinder zdefiniował grzech jako ucieczkę od Boga, wrogość wobec Boga, aktywna nieprzyjaźń wobec Boga i wyrzeczenie się wiary. Podkeślał radykalność i nieuchronność grzechu. Radykalność grzechu oznaczała dla niego, że jesteśmy radykalnie zrośnięci ze złem i że to nasze usposobienie.

Emil Brunner podkreślał uniwersalność grzechu oznacza, że cała ludzkość znajduje się na niewłaściwej drodze, nieustannie ucieka od Boga. Sytuacja wszystkich jest jednakowa, mianowicie zła. Różnica między tzw. złymi a tzw. dobrymi jest żadna, bo wszyscy (uniwersalnie) są grzesznikami. Totalność grzechu oznacza człowiek na skutek grzechu jest zgniły do szpiku kości. Brunner uważał że „grzesznik” nie oznacza, że jest coś zgniłego na człowieku, tak jak na wspaniałym jabłku mały zgniły punkcik, który można końcem nożyka wydłubać i nie będzie po nim śladu. Nie, w Biblii „grzesznik” oznacza zgniły w samym jądrze. U Brunnera grzech jest więc niepojętym, tajemniczym zepsuciem.

W obliczu systemów totalitarnych i obozów śmierci teologowie spokornieli i coraz bardziej jest podkreślany aspekt nie-pojmowalności zła. Nie znamy celowości i przyczyn zła, nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie „skąd się wzięło zło na świecie?”. Częściej jednak odpowiadają pytanie „skąd się bierze zło?”. Dietrich Bonhoeffer ujął to opisując człowieka i drzewo poznania dobra i zła, które było w centrum raju. Człowiek do tej pory stawiając się w centrum, postępując egoistycznie, stawia się w miejscu nieprzeznaczonym dla niego. Stawia się na miejscu Boga i tu zaczyna się zło.

Podsumowanie

Psychologia i teologia próbują zbadać fenomen zła. Wciąż jeszcze brakuje nam odpowiedniego języka, badań i eksperymentów, które mogą wyjaśnić powstawanie w społeczeństwie systemów totalitarnych i dyktatur opartych na nienawiści. Tymi jesteśmy zagrożeni we współczesnej Europie. Może warto zastanowić się, czy teologia nie została zbytnio w tyle za psychologią i nie nadąża z reflektowaniem nowej rzeczywistości, w której się znaleźliśmy.

Tezy o uniwersalności i totalności zła brzmią gładko i fachowo, jednak nie mówią wprost, co takiego jest „uniwersalne” i „totalne”? Myślę, że obecnie zmagamy się ze złem, które wkrótce nabierze na sile, podlega ono pod kategorie uniwersalność oraz totalność, jego źródłem jest pycha (zastąpiona dziś frazesem „narodowa duma”). Konkludując jeśli nacjonalizm jest wywyższaniem swojego narodu ponad inne, to należy uznać że jest grzechem. Jednak to już należy do zagadnień teologii politycznej.

[1]R. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 1996.

[4]P. G. Zimbardo, Efekt Lucyfera Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?, redakcja naukowa: Maria Materska, tłumaczenie: Anna Cybulko, Joanna Kowalczewska, Józef Radzicki, Marcin Zieliński, wyd PWN 2008.

[5]M. J. Uglorz, Hamartiologia, Toruń 2013, s. 12.

[6]H. G. Poehlmann, Kompendium Dogmatyki Ewangelickiej, s. 96.

[6]Handbuch der Dogmatik, Herausgegeben von Theodor Schneider, T. 1, Dusseldorf 2006, s. 167.

[7]S. Madejski, Tylko Chrystus – cz. 1, artykuł na blogu: https://uczciwieprzedbogiem.wordpress.com/2017/06/08/tylko-chrystus-cz-i/ [dostęp: 8 czerwca 2017 r.].

[8]Tertulian, Epistulae, 64,5.

[9]Augustyn, Confessionis, 8,5.

[10] Tytuł książki Witolda Benedyktowicza, który jest polskim podręcznikiem do etyki ewangelickiej.

[11] https://www.welt.de/print-welt/article181751/Die-Hoelle-ist-ein-Zustand.html [dostęp 07.06.2017 r.].

Bibliografia

  • Augustyn, Confessionis.
  • Barth K., Kirchliche Dogmatik, IV 1, Zürich 1960.
  • Bonhoeffer D., Schöpfung und Fall, 1958.
  • Brunner E., Der Mensch im Widerspruch, Zürich 1965.
  • Cialdini R., Wywieranie wpływu na ludzi, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 1996.
  • Kinder E., Die Erbsünde, Stuttgart 1959.
  • Poehlmann H.G., Abriß der Dogmatik, Götersloh 1973.
  • Schneider T., Handbuch der Dogmatik, T. 1, Dusseldorf 2006.
  • Tertulian, Epistulae.
  • Uglorz M. J., Hamartilogia, Toruń 2013.
  • Zimbardo P.G., Efekt Lucyfera Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?, redakcja naukowa: Maria Materska, tłumaczenie: Anna Cybulko, Joanna Kowalczewska, Józef Radzicki, Marcin Zieliński, wyd PWN 2008.

Sebastian Madejski – urodzony w Cieszynie, luteranin, student teologii ewangelickiej na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie, pasjonat biblistyki.
Hobby: literatura i gra na gitarze elektrycznej.